Iwona Blecharczyk: Droga od Nauczycielki do Królowej Transportu – Cienie i Blaski Popularności
Iwona Blecharczyk to postać, której w świecie transportu nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest rozpoznawalna, a jej nazwisko stało się synonimem sukcesu i obecności w branży, która przez lata była domeną mężczyzn. Skąd wzięła się jej decyzja, by zacząć pokazywać siebie i swoją codzienną pracę na platformie YouTube, dając początek jednemu z najbardziej popularnych kanałów truckerskich w Europie? Okazuje się, że jej podróż do bycia Trucking Girl” rozpoczęła się spontanicznie, a jej początki były równie wymagające, jak jej obecna, wieloaspektowa działalność.
Trudne Początki i Droga do Celu
W poszukiwaniu pierwszej pracy kierowcy
Początek drogi Iwony Blecharczyk w transporcie sięga roku 2011. Wejście do zawodu stanowiło duże wyzwanie, nie posiadała żadnego doświadczenia jako kierowca. Co więcej, była kobietą i pochodziła z Podkarpacia, regionu, który Iwona określa jako miejsce z bardzo małą liczbą firm transportowych, co dodatkowo utrudniało znalezienie zatrudnienia. Poszukiwania pracy były dla niej ogromnym wyzwaniem, napotykając trudności na każdym kroku. W tym czasie, jako tymczasowe rozwiązanie, pracowała jako nauczycielka na zastępstwach – w jednej szkole, później w drugiej, przez tydzień, dwa, a czasem miesiąc. Mimo że „kilka złotych” udało się zarobić, a życie u rodziców było w miarę komfortowe, Iwona przyznaje, że praca nauczycielki „drenowała ją energetycznie”. Nie chciała zostać w tym zawodzie na stałe, co stało się katalizatorem do podjęcia zdecydowanych działań w poszukiwaniu prawdziwej pasji. Momentem przełomowym okazała się propozycja wakatu na cały rok w szkole, co Iwona odebrała jako zagrożenie, że „już w tej szkole zostanie na zawsze”. To zmusiło ją do spięcia wszystkich sił i możliwości, aby znaleźć pracę gdziekolwiek, co ostatecznie skierowało ją ku transportowi.
Pierwsze kroki w transporcie
Skracając długą historię, Iwona wylądowała w belgijskiej firmie, rozpoczynając swoją prawdziwą przygodę z ciężarówką. Jak to bywa u każdego początkującego kierowcy, początki były ciężkie. Brak doświadczenia, konieczność orientowania się w trasie z pomocą starej nawigacji przeznaczonej dla samochodów osobowych, która często się zacinała, a także jazda nocą – to wszystko stanowiło wyzwanie. Wspomina, że na początku wrzucono ją na nocki, aby było jej łatwiej, miało to być wahadło, ale w praktyce nie było. Nagle musiała nauczyć się pracować w nocy i spać w dzień, co było trudne. Jednak z czasem Iwona ogarnęła wszystko i poczuła ogromną radość, gdy udało jej się przenieść do Departamentu Hiszpańskiego w Sersie, co było spełnieniem jej marzeń o jeżdżeniu do Hiszpanii – krainy, którą określała jako „Eldorado”. Mimo tysięcy przygód, problemów z nawigacją i jazdy długim zestawem po hiszpańskich miasteczkach, radość z pracy i przedłużenia umowy rosła.
Pracowała w systemie cztery tygodnie w trasie, jeden tydzień w domu. Po powrocie do domu zasypywała swoją rodzinę i przyjaciół niezliczonymi historiami z trasy. Te opowieści, pełne przygód młodego kierowcy, z miesiąca na miesiąc spotykały się z coraz większym znużeniem otoczenia, które „tylko kiwało głowami”. W tym momencie Iwona podjęła decyzję o założeniu bloga, chcąc znaleźć „swoich ludzi” – osoby, które podzielałyby jej entuzjazm i z którymi mogłaby dzielić się radością z pracy. Był rok 2011, a tworzenie treści online było znacznie trudniejsze niż dzisiaj. Internet w roamingu był wtedy „strasznie drogi”, a Wi-Fi było dostępne tylko na co którejś stacji, często zawodne. Blogerzy zazwyczaj robili zdjęcia aparatami i publikowali posty z komputerów, co dla niej, będącej w trasie, było prawie niemożliwe. Iwona pragnęła tworzyć blog, który mogłaby obsługiwać z telefonu, co w tamtych czasach, gdy Facebook nie miał jeszcze rozbudowanej aplikacji, było wyzwaniem. Używała starego aparatu cyfrowego, przenosiła zdjęcia na kartę, a następnie do telefonu, by jakoś publikować. Jej głównym celem było znalezienie wspólnoty i dzielenie się swoją pasją.
Rozkwit Popularności Online
Początki na Facebooku i nieoczekiwany sukces
Kiedy Iwona opublikowała swój pierwszy post na Facebooku, obawiała się, że się „zbłaźni”. Było to, gdy startowała z bazy, gdzie było Wi-Fi, w drodze do Hiszpanii. Napisała prosty post: „Cześć, jestem Iwona i jadę w trasę i to jest moja ciężarówka”. Po wyjechaniu w trasę i braku dostępu do Wi-Fi przez kilka dni, zaczęła myśleć, że to był błąd, że „pewnie wszyscy się śmieją” i planowała usunąć post. Jednak kiedy w końcu udało jej się połączyć z internetem we Francji, ku jej zaskoczeniu, jej konto na Facebooku miało już kilka tysięcy obserwujących. Okazało się, że Rafał Zazuniuk, jeden z pierwszych polskich vlogerów i blogerów w branży, szybko zauważył jej profil i udostępnił jej treści. To właśnie udostępnienie przez Rafała Zazuniuka stało się pierwszym impulsem do tak gwałtownego przyrostu obserwujących na Facebooku.
Gdyby wtedy Iwona wiedziała, jak potoczą się wydarzenia, czy podjęłaby tę decyzję ponownie? Uważa, że tak, mimo ogromnych kosztów i pracy. Początki działalności online wiązały się z ogromnymi kosztami osobistymi i poświęceniem finansowym. Jako młody kierowca, zarabiała początkowo 30 euro dziennie (z podstawą około 1700 zł na rękę), a później 35 euro, by po sześciu miesiącach osiągnąć stawkę 43 euro. Mimo to, wydawała około 500 złotych miesięcznie na internet, co stanowiło praktycznie 1/4 jej pensji. Robiła to, by mieć dostęp do sieci i móc regularnie publikować, nie czekając na Wi-Fi. Z czasem musiała inwestować w lepszy sprzęt, aparat cyfrowy. YouTube, jako platforma do filmów, wydawał jej się „strasznie skomplikowany”, nie miała pojęcia o edycji wideo ani o tym, jak mówić do kamery. Mimo tych wyzwań, miała nadzieję, że w przyszłości te poświęcenia zaczną profitować. Pracowała po 15 godzin, a później jeszcze pisała posty po polsku i angielsku, bez pomocy translatora.
Klucz do sukcesu
Co w głównej mierze przyczyniło się do jej sukcesu? Iwona podkreśla, że kluczem była jej nieustanna regularność i konsekwencja w publikowaniu treści. Nie poddała się, nie przerwała, co ostatecznie zaczęło przynosić profity. Adam, prowadzący podcast, zastanawia się, czy uroda miała wpływ na jej popularność, spekulując, że bycie „ładną młodą kobietą” mogło pomóc. Iwona przyznaje, że fakt bycia kobietą, blondynką, za kierownicą ciężarówki na pewno „szokował” w tamtym czasie i „pomogło” w początkowej fazie. Jednak zaznacza, że największe kanały truckerskie, zarówno w Polsce, jak i w USA, są również prowadzone przez mężczyzn, a wiele dziewczyn, które próbowały prowadzić swoje kanały, z czasem odpuściło. Podkreśla, że bez ciężkiej, nieustannej pracy i ciągłej publikacji, kanał by upadł.
Cienie Popularności
Popularność, choć otwiera wiele drzwi, niesie ze sobą również ciemne strony. Iwona, mimo że nie żałuje swojej decyzji o rozpoczęciu działalności online, doświadczyła trudniejszych momentów, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa i prywatności.
Bezpieczeństwo i prywatność
Od samego początku Iwona ustanowiła jasną granicę: pokazywała swoją pracę, ale nigdy szczegółów życia prywatnego. Jednak po kilku latach, zainspirowana sugestiami mamy, by inspirować dzieci z małych wiosek, zaczęła sporadycznie pokazywać elementy życia w domu rodziców na Podkarpaciu – np. rosół, psa, kwiaty. Niestety, w pewnym momencie doszło do sytuacji, w której niemal co miesiąc ktoś nieproszony przyjeżdżał do jej rodziców, by się z nią zobaczyć. Problem nie polegał tylko na samych wizytach, ale na profilu tych osób. Często mieli oni „obłąkany wzrok” i wyglądali na „psychopatów”. Iwona opowiada o incydentach, takich jak głuchoniemy chłopiec, który niby miał zepsutą motorynkę pod bramą jej rodziców, a w schowku miał dla niej czekoladki. Po odwiezieniu go do domu, wieczorem wrócił i poprosił, żeby zaświeciła mu do buzi latarką w telefonie, bo chce zobaczyć, czy jej zęby są prawdziwe.
Jeszcze bardziej przerażająca była sytuacja, gdy jej mama, będąc sama w domu, usłyszała hałasy i znalazła człowieka stojącego za drzwiami. Mama, nauczycielka z doświadczeniem w ocenie ludzi, również określiła jego wzrok jako „obłąkany” i musiała rozmawiać z nim pół godziny, zanim w końcu wyszedł. Te incydenty spowodowały, że Iwona całkowicie zaprzestała pokazywania swojego domu i informowania o swoim miejscu pobytu.
Radzenie sobie z hejtem
Iwona uważa, że hejtu, jak na tak duże zasięgi w mediach społecznościowych, było stosunkowo mało. Na początku jednak było jej ciężko sobie z nim radzić. Próbowała wchodzić w dialog, odpowiadać na komentarze, ale zdała sobie sprawę, że to „nigdy się nie kończyło” i zabierało jej czas i energię, którą powinna poświęcić wspierającym ją ludziom. W końcu przyjęła politykę „zero reakcji na hejt”. Z czasem zrozumiała, że ludzie, którzy hejtują, muszą być „strasznie skrzywdzeni w życiu”, a ich nienawiść nie dotyczy jej działań, lecz tego, co jest w nich samych. Jej słynna metafora: „Nie jestem zupą pomidorową, nie mogę smakować każdemu” stała się jej mottem w podejściu do krytyki. Obecnie, z powodu wielu zajęć, Iwona całkowicie odcina się od hejtu, traktując go jako naturalną część świata online.
Błędne postrzeganie influencerki
Jednym z „cieni” popularności są również niesprawiedliwe opinie, takie jak ta, którą usłyszał Adam, że Iwona „stała się gwiazdą i już na parkingu z nią nie porozmawiasz”. Iwona zdecydowanie temu zaprzecza, twierdząc, że zawsze znajdzie chwilę na zdjęcie czy kilka zdań. Jednakże ludzie nie zawsze rozumieją jej złożoną rzeczywistość. Opisuje sytuacje, gdy jest prosto spod prysznica, z mokrymi włosami, a ktoś każe jej czekać na przygotowanie aparatu. Tłumaczy, że jest przede wszystkim człowiekiem i pracuje tak samo jak każdy inny kierowca.
Podkreśla, że ludzie często postrzegają ją „tylko za kierowcę, któremu wszystko ustawia dyspozytor”, tymczasem Iwona prowadzi de facto „trzy, cztery etaty w jednym”. Jest kierowcą, przestrzegającym przepisów tachografu, właścicielką firmy z dwoma autami, a także influencerką, tworzącą „tony materiału” w trasie. Wszystko to spoczywa na jej głowie, choć sama nie eksponuje tego, że jest właścicielką firmy. Przyznaje, że dawniej w trasie słuchała muzyki czy audiobooków, ale teraz nie ma na to czasu, ponieważ non-stop ma spotkania, telefony i załatwia sprawy firmowe. Włączenie muzyki podczas jazdy stało się dla niej „mega świętem”, czuje się wtedy „jak na wakacjach”.
Ciężka praca influencera
Bycie influencerem to, według Iwony, ciężka praca, która wymaga dużo wysiłku. Jako kobieta musi pamiętać o makijażu, fryzurze i zmianie strojów do nagrań, co czasem ją wybija z rytmu, bo lubiłaby ubierać się w to samo. Wspomina o komentarzach, że „cały czas chodzi w tym samym”, co jest efektem posiadania kilku par takich samych jeansów i bluzek. Mimo trudności, nigdy nie miała ochoty zawiesić ani zamknąć kanału. W trudniejszych momentach po prostu publikowała rzadziej, np. raz na tydzień, bo nie czuła się gotowa dzielić się czymkolwiek, ale zawsze wracała do większej aktywności.
Blaski Popularności – Otwarte Drzwi i Rozwój
Mimo licznych cieni, popularność Iwony Blecharczyk przyniosła jej również wiele blasków, otwierając drzwi do niezwykłych doświadczeń i możliwości rozwoju.
Monetyzacja i wyzwania finansowe
Pierwsze płatne współprace komercyjne pojawiły się u Iwony dopiero po trzech lub czterech latach prowadzenia swoich mediów społecznościowych. Przyznaje, że „dosyć długo czekała na te pierwsze pieniądze ze współprac”. Zwraca uwagę na dysproporcję w zarobkach polskich twórców w porównaniu do amerykańskich – na YouTube stawki są znacznie niższe. Podobnie jest z TikTokiem, gdzie polscy tiktokerzy zarabiają niewiele w porównaniu do gigantycznych sum osiąganych przez ich amerykańskich kolegów, mimo że Iwona ma na tej platformie prawie 2 miliony obserwujących. Monetyzacja z transmisji na żywo jest możliwa, ale wymaga poświęcenia całego dnia, na co Iwona nie ma czasu. Mimo to, uważa, że należy się cieszyć z tego, co jest, ponieważ jest to dodatkowe zabezpieczenie, ale sama popularność na YouTube nie wystarczyłaby jej do życia.
Najważniejsze doświadczenia i projekty
Popularność otworzyła Iwonie wiele drzwi do wyjątkowych projektów i doświadczeń. Wśród nich wyróżnia kilka, które były dla niej szczególnie ważne:
- Projekt Barbie Shero: To było dla niej „mega sprawa” i „ogromny zaszczyt” znaleźć się w gronie kobiet, które inspirują innych, plasując się w projekcie po Martynie Wojciechowskiej, a przed Anitą Wodarczyk.
- Volvo Trucking Adventure: Zwycięstwo w tym konkursie było „genialnym doświadczeniem”. Umożliwiło jej jazdę po północy, nocleg w lodowym hotelu i lot helikopterem w dniu urodzin.
- Zatrudnienie w firmie TAG (transport gabarytów): To było dla niej spełnienie marzeń. Iwona miała aspiracje, by wozić gabaryty, ale uważała, że potrzebne jest „tysiąc lat doświadczenia” i wątpiła, by jako kobieta została zatrudniona w takiej firmie. Dzięki obecności w internecie otrzymała taką propozycję, co pokazało jej, jak duże możliwości daje widoczność online.
- Epizody w Ameryce Północnej: Marzeniem Iwony było jeżdżenie ciężarówką po Stanach Zjednoczonych. Ze względów wizowych, okazało się to praktycznie niemożliwe w formacie „pojechać, pojeździć i wrócić”. Rozwiązaniem okazało się uzyskanie pozwolenia na pracę w Kanadzie w ramach programu „International Experience Canada” (podprogram Working Holiday) w 2017 roku. Będąc zatrudnioną w kanadyjskiej firmie, mogła jeździć do Stanów i z powrotem, co było dla niej „jak najbardziej okej”. Chciała doświadczyć amerykańskich ciężarówek, autostrad i innej kultury, ponieważ uważa, że „kultura truckerska wywodzi się właśnie z Ameryki”. Mimo, że wspomina ten czas jako „mega”, cieszy się, że tam nie została, bo „zajeździłaby się na śmierć”.
Ambasadorka zawodu i akcje społeczne
Z czasem Iwona stała się prawdziwą ambasadorką zawodu kierowcy, angażując się w liczne akcje społeczne:
- Współpraca z Fundacją Truckers Life: Wspólnie stawiali siłownie na parkingach dla kierowców, co na początku spotkało się z hejtem i niezrozumieniem. Było to jednak bardzo ciekawe i innowacyjne działanie, które doprowadziło do powstania wielu siłowni w Europie.
- Akcje charytatywne: Co roku Iwona angażowała się w akcje charytatywne, wspierając bezpośrednio kierowców zawodowych, np. po wypadkach lub w chorobach.
- Własny kalendarz: Przez lata marzyła o stworzeniu własnego kalendarza, ale wiązało się to z ogromną ilością pracy, koniecznością posiadania własnej ciężarówki i czasu na zdjęcia. Kiedy w końcu miała swojego „Volviego” i ulubionego fotografa, marzenie to się ziściło.
Podejście do współprac komercyjnych
W kwestii współpracy komercyjnych, Iwona Blecharczyk więcej ofert odrzuciła, niż przyjęła. Mimo sugestii, by wykorzystać „swoje 5 minut”, zawsze miała podejście, że ma swoją wypłatę jako kierowca i będzie brała tylko te produkty czy usługi, które jej się „rzeczywiście bardzo podobają”, są nowatorskie, działają i pomagają ludziom w codziennym życiu. Nie żałuje żadnej podjętej współpracy, ponieważ od początku trzymała się zasady współpracy tylko z tymi, którzy jej się autentycznie podobają. Nawet jeśli niektóre marki później zmieniły kierunek, nie były to na tyle duże współprace, by to miało znaczenie.
Odpowiadając na zarzuty dotyczące dużej ilości przekazu reklamowego, Iwona tłumaczy, że po tylu latach jej pracy, jej działalność stała się firmą. Przez osiem lat sama edytowała filmy i napisy. Obecnie ma w zespole dwie osoby, więc jako właścicielka firmy musi dbać o ich wynagrodzenia, rozwój i zadowolenie. Podkreśla, że nie są to reklamy „proszku do prania”, lecz marek, które uważa za „najlepsze w transporcie”. Jest bardzo dumna z tych współprac, ponieważ firmy te są dla niej inspiracją, a obserwowanie, jak zarządzają, jakie mają relacje i narzędzia, jest dla niej, jako właścicielki małej firmy, cenną lekcją.
Od Influencera do Właścicielki Firmy Transportowej
Decyzja o założeniu własnej firmy transportowej
Iwona uważa, że nie miałaby własnej firmy transportowej, gdyby nie jej działalność internetowa. Katalizatorem do założenia własnej firmy była rosnąca liczba szans i projektów jako influencera, które kolidowały z jej pracą jako pracownik. Przykładowo, gdy pracowała w TAG-u, przyszła do niej propozycja od Discovery, by stworzyć program „Przygody Trackerki”, co wymagało wzięcia miesięcznego urlopu. Miała ogromny problem z jego uzyskaniem, ponieważ w firmie był sezon, a kierowca od gabarytów, szczególnie wożący śmigła, jest niezastąpiony kierowcą z agencji. Iwona, rozumiejąc perspektywę firmy, która musi działać, a auta jeździć, jednocześnie czuła, że traci szansę życia. Doszła do wniosku, że musi mieć swoją firmę transportową i zarządzać swoim czasem w 100%, ponieważ „za dużo traciła”. Wcześniej odrzucała wiele zaproszeń na konferencje czy imprezy, bo jako kierowca nie mogła wziąć urlopu w środku tygodnia.
Decyzja o założeniu firmy była odważna, ponieważ po 10 latach pracy jako pracownik, „strasznie ciężko nagle wziąć wszystko na swoje barki” i być w 100% odpowiedzialnym finansowo i decyzyjnie. Iwona przyznaje, że zawsze bała się odpowiedzialności, mimo że marzyła o własnej firmie i ciężarówce. W końcu jednak doszła do punktu, w którym stwierdziła: „Dobra, no po prostu muszę, no albo się uda, albo się nie uda, ale muszę, bo się uduszę”.
Refleksje na temat prowadzenia firmy transportowej
Iwona, będąc przewoźnikiem od końcówki 2021 roku, ma unikalne doświadczenie – doświadczyła zarówno „złotych czasów” wzrostu w transporcie, jak i „największego od jakiś 20 lat kryzysu” w branży. Kiedy zaczynała jeździć, wszyscy mówili, że transport się nie opłaca, ale ona uważała, że „jak się jest samemu, jak się samemu jeździ za kierownicą, to się opłaca”. Jednak kiedy nadszedł dołek, a zleceń było mało i były gorzej płatne (czasem trzeba było jechać 200-300 km po ładunek, by wyjść na zero), zrozumiała, że pieniądze zarobione w dobrych czasach trzeba dzielić na pół i odkładać na czasy złe. Zysk w firmie transportowej należy rozpatrywać w perspektywie wieloletniej, uśredniając czasy prosperity i dołka.
Ostrzega kierowców, którzy myślą, że po założeniu własnej firmy będą zarabiać dwa lub trzy razy więcej niż jako pracownik – „tyle nie zarobi na pewno”. Biznes transportowy jest „bardzo ciężki” i wymaga wiary w to. Jedną z najtrudniejszych rzeczy jest precyzyjne obliczenie zyskowności. Na pierwszy rzut oka koszty wydają się ograniczać do leasingu, ubezpieczenia, paliwa i opłat drogowych. Jednak później pojawiają się ukryte i nieregularne koszty, takie jak opony, serwisy, awarie, czy problem z przyporządkowaniem kosztów paliwa zatankowanego pod koniec miesiąca, a rozładowanego na początku następnego. Iwona podkreśla, że rozmowy z właścicielami średnich firm transportowych pokazują, że wszyscy mają podobny problem z dokładnym liczeniem zysków. Można patrzeć na pieniądze na koncie i myśleć, że się zarabia, ale po rozmowie z dobrym księgowym i uwzględnieniu wszystkich kosztów (opony, wystrzały, awarie, AdBlue), „szczęka może opaść”, bo może się okazać, że się nie zarabia. To niedoszacowanie zyskowności jest, według niej, przyczyną upadków wielu firm, które przeszacowują swoje możliwości.
Powrót do gabarytów i lekcja z AdBlue
Decyzja o wejściu w segment gabarytów była dla Iwony naturalna – „jak się raz wejdzie w gabaryty, to po prostu z tego się już nie da wyjść”, bo jest tam „tak dużo adrenaliny”. Po zdobyciu doświadczenia na swoim Volvie i prowadzeniu własnej firmy, zyskała odwagę, by spróbować jeździć zestawem do gabarytów. Jednak i tutaj napotkała na wyzwania. Kiedy z Volviem udało jej się wejść w „złote czasy” transportu, z Volvewagiem (nowym zestawem do gabarytów) weszła w trudniejsze czasy, gdzie praca na ciężkie zestawy jest znacznie rzadsza. To doświadczenie uświadomiło jej, jak bardzo złożony jest biznes transportowy i jak bardzo trzeba myśleć do przodu.
Iwona przestrzega młodych przedsiębiorców, aby w „złotych czasach” nie wydawać wszystkiego od razu na prywatne „Mercedesy i BMki”, lecz budować poduszkę finansową na trudniejsze czasy, kiedy pracy może być mniej. Brak tej rezerwy finansowej często gubi młodych właścicieli firm, którzy nie przewidują wpadek, problemów technicznych, własnych błędów czy kryzysów.
Najbardziej bolesnym doświadczeniem dla Iwony był błąd z AdBlue, kiedy to pomyliła płyny i wlała AdBlue do baku z paliwem w swoim ukochanym Volvie. Czuła ogromne poczucie winy wobec ciężarówki. Przez kilka dni nie wierzyła, że to zrobiła, ale ostatecznie okazało się to prawdą. To zdarzenie było dla niej „strasznie ciężkie na sercu” i ciężko jej było spojrzeć „Volviemu w oczy”. Z drugiej strony, incydent ten stał się katalizatorem, który uświadomił jej własne limity i zmęczenie. Iwona pracowała po kilkanaście godzin dziennie, ignorując ostrzeżenia otoczenia, że pracuje za dużo i jest to niebezpieczne. Błąd z AdBlue nie był wynikiem głupoty, ale ogromnego zmęczenia, które groziło wypadkiem. Cieszy się, że była to „tylko” pomyłka z AdBlue, która kosztowała dużo pieniędzy, ale alternatywą był wypadek, a wypadki z ciężarówkami są zazwyczaj bardzo niebezpieczne.
To doświadczenie nie zahamowało jej rozwoju, lecz „przekierowało ją na inne tory”. W końcu zrozumiała, że musi zacząć budować zespół i myśleć jak właścicielka firmy, a nie tylko jak kierowca. Musi budować strukturę, ponieważ „człowiek ma jedno zdrowie i ma tylko jedno życie”, a siły z czasem maleją. Od tamtej pory skupiła się na nauce zarządzania firmą i tworzenia zespołu. Przyznaje, że początkowo miała trudności z adaptacją do pracy biurowej, nie postrzegając jej jako „prawdziwej pracy”. Dopiero z czasem zrozumiała, że praca biurowa, spotkania z klientami i załatwianie spraw, jest kluczowa dla budowania przyszłości firmy i zapewnienia wypłat pracownikom.
Na koniec, Iwona udziela ważnej rady w przypadku pomyłki z paliwem lub innymi płynami: należy natychmiast zadzwonić do odpowiedniej osoby i pod żadnym pozorem nie odpalać silnika. Konsekwencje wypompowania paliwa są „kilkusetkrotnie tańsze” niż koszty naprawy, gdy płyn dostanie się do układu. Wspomina, że starsi kierowcy również popełniają takie błędy, a koszty zatankowania 800 litrów niewłaściwego paliwa to „kilka tysięcy złotych”, co boli, ale nie jest „kilkudziesięciu tysięcy złotych”.
Wizja Przyszłości
Iwona Blecharczyk jest świadoma, że popularność, uroda czy nawet życie – wszystko przemija. Jej plany na przyszłość koncentrują się na stabilnym, powolnym rozwoju firmy transportowej, z nowym zestawem nie częściej niż raz na dwa lata. Jej głównym celem jest godzenie życia zawodowego z prywatnym, by mieć czas na trasę, ale też na bycie w domu z rodziną i przyjaciółmi. Marzy o stworzeniu „oldschoolowej firmy transportowej” z 10-15 dobrze wyposażonymi ciężarówkami i profesjonalnym, zadowolonym zespołem. Chce, by w jej firmie wszystkim dobrze się pracowało, by wszyscy dobrze zarabiali i byli „mega profesjonalni”. Kontynuuje naukę zarządzania i budowania struktury firmy, dążąc do harmonijnego połączenia pasji z efektywnym biznesem.
Podsumowanie: Wnioski z 11 lat aktywności online
Po ponad 11 latach aktywności Iwony Blecharczyk na YouTube i jej ewolucji od młodej nauczycielki do „Królowej Transportu” i właścicielki firmy, wniosek jest jeden: popularność ma co najmniej tyle samo cieni, co blasków. Oceniając czyjąś działalność publiczną, warto brać pod uwagę wszystkie aspekty – zarówno te pozytywne, jak i trudne. Droga Iwony to historia o pasji, determinacji, ale też o wyzwaniach związanych z byciem osobą publiczną i prowadzeniem biznesu w wymagającej branży.
Kluczowe kwestie poruszane w podcaście
Jak Iwona Blecharczyk rozpoczęła swoją przygodę z YouTube?
Iwona zaczęła pokazywać swoją pracę na YouTube spontanicznie. W 2011 roku, po znalezieniu pracy jako kierowca w belgijskiej firmie i jeżdżeniu do Hiszpanii, była tak podekscytowana swoimi przygodami na trasie, że zasypywała nimi rodzinę i przyjaciół. Gdy ci zaczęli mieć dość jej opowieści, postanowiła założyć bloga, aby znaleźć „swoich ludzi” i dzielić się swoją radością z pracy. Początkowo głównie na Facebooku, a z czasem również na YouTube.
Jakie były początkowe trudności Iwony w znalezieniu pracy jako kierowca?
W 2011 roku, mając 23/24 lata i brak doświadczenia, Iwona napotkała ogromne trudności ze znalezieniem pracy jako kierowca zawodowy, zwłaszcza jako kobieta na Podkarpaciu, gdzie jest mało firm transportowych. Tymczasowo pracowała jako nauczycielka, ale czuła, że ten zawód ją „drenuje energetycznie” i nie chciała w nim pozostać, co zmotywowało ją do intensywniejszych poszukiwań w transporcie.
Jakie były największe osobiste koszty związane z początkami jej działalności online?
W początkowym okresie, Iwona wydawała około 500 złotych miesięcznie na internet, co stanowiło praktycznie 1/4 jej pensji jako młodego kierowcy. Musiała również inwestować w sprzęt, taki jak lepszy aparat, a proces publikacji z telefonu w tamtych czasach był bardzo skomplikowany ze względu na drogi roaming i brak Wi-Fi.
Co Iwona uważa za klucz do swojego sukcesu w internecie?
Iwona uważa, że kluczem do jej sukcesu była regularność i nieustanne publikowanie treści. Podkreśla, że nigdy się nie poddała i nie przerwała działalności, co ostatecznie przyniosło jej profity. Dodaje, że fakt bycia kobietą-blondynką za kierownicą ciężarówki na pewno „szokował” i pomógł na początku, ale bez ciężkiej pracy kanał by upadł.
Z jakimi problemami związanymi z bezpieczeństwem i prywatnością mierzyła się Iwona?
Po kilku latach działalności Iwona musiała całkowicie zaprzestać pokazywania swojego domu i miejsca pobytu. Zdarzały się incydenty, gdy nieproszeni goście, często z „obłąkanym wzrokiem”, przyjeżdżali do domu jej rodziców, stwarzając poczucie zagrożenia. W pewnym momencie zdarzało się to nawet dwa, trzy razy w miesiącu.
Jak Iwona radziła sobie z hejtem?
Na początku próbowała wchodzić w dialog i odpowiadać na komentarze hejterskie, ale zdała sobie sprawę, że to nigdy się nie kończy i zabiera jej czas oraz energię. W końcu przyjęła politykę „zero reakcji na hejt”. Z czasem zrozumiała, że hejt wynika z osobistych krzywd hejtera, a jej znane powiedzenie: „Nie jestem zupą pomidorową, nie mogę smakować każdemu” stało się jej postawą wobec krytyki.
Dlaczego Iwona jest często postrzegana jako „gwiazda, z którą nie można pogadać na parkingu”?
Iwona wyjaśnia, że takie opinie są niesprawiedliwe, bo zawsze znajdzie chwilę na zdjęcie czy kilka zdań. Jednakże, jako kierowca, właścicielka firmy i influencerka jednocześnie, prowadzi de facto „trzy, cztery etaty w jednym”. Ma mnóstwo obowiązków i często prowadzi rozmowy firmowe przez telefon, przez co brakuje jej czasu na długie pogawędki.
Jakie były najważniejsze doświadczenia i projekty, które Iwona zrealizowała dzięki popularności?
Dzięki popularności otworzyło się dla niej wiele drzwi. Do najważniejszych projektów należały: udział w projekcie Barbie Shero, zwycięstwo w Volvo Trucking Adventure, zatrudnienie w firmie TAG (transport gabarytów – spełnienie marzenia), oraz epizody w Ameryce Północnej, gdzie jeździła ciężarówką po USA i Kanadzie. Angażowała się także w akcje społeczne, takie jak współpraca z Fundacją Truckers Life i akcje charytatywne wspierające kierowców, oraz zrealizowała marzenie o własnym kalendarzu.
Jakie kryteria przyjmuje Iwona przy wyborze współprac komercyjnych?
Iwona odrzuciła więcej ofert niż przyjęła. Jej kryterium jest współpraca tylko z produktami lub usługami, które autentycznie jej się podobają, są nowatorskie, działają i są wartościowe dla ludzi. Podkreśla, że współpracuje z „najlepszymi markami w transporcie”, które są dla niej inspiracją, a reklamy są konieczne, by prowadzić firmę i zapewnić wynagrodzenie zespołowi.
Co skłoniło Iwonę do założenia własnej firmy transportowej?
Decyzja o założeniu firmy wynikała z konieczności 100% zarządzania własnym czasem i niezależności. Bycie pracownikiem utrudniało jej realizację licznych projektów jako influencerki, np. uzyskanie miesięcznego urlopu na projekt Discovery. Pomimo strachu przed odpowiedzialnością, doszła do wniosku, że musi to zrobić, bo inaczej „się udusi”.
Jakie jest najważniejsze przesłanie Iwony dla młodych przedsiębiorców w branży transportowej?
Iwona przestrzega, że biznes transportowy jest bardzo ciężki i że należy odkładać pieniądze w dobrych czasach na złe, ponieważ kryzysy w branży są nieuniknione. Ostrzega również przed przeszacowaniem zysków, ponieważ wiele ukrytych kosztów sprawia, że faktyczna zyskowność jest trudna do obliczenia. Radzi nie spodziewać się dwu- lub trzykrotnie wyższych zarobków niż jako kierowca.
Jakie konsekwencje miał dla Iwony błąd z AdBlue i czego ją nauczył?
Pomyłka z AdBlue była dla Iwony najbardziej bolesnym doświadczeniem, czuła ogromne poczucie winy wobec swojej ciężarówki. Uświadomiła sobie jednak, że był to efekt jej ogromnego zmęczenia i przekroczenia własnych limitów, które mogły doprowadzić do wypadku. To zdarzenie stało się katalizatorem do zmiany myślenia – musiała zacząć budować zespół i zarządzać firmą jak właścicielka, a nie tylko kierowca, stawiając na swoje zdrowie i budowanie struktury.
Jakie są plany Iwony Blecharczyk na przyszłość?
Iwona chce stabilnie i powoli rozwijać swoją firmę transportową, kupując nowy zestaw nie częściej niż raz na dwa lata. Jej głównym celem jest godzenie życia zawodowego z prywatnym, znalezienie czasu na rodzinę i przyjaciół. Marzy o stworzeniu „oldschoolowej firmy transportowej” z 10-15 dobrze wyposażonymi ciężarówkami i profesjonalnym, zadowolonym zespołem, w którym wszyscy dobrze zarabiają i są profesjonalni. Nadal uczy się zarządzania i budowania struktury firmy.